Mały rycerz począł czytać, co następuje: „Ze wszystkich stron słyszę, że nikogo nad cię przydatniejszego do takiej posługi nie ma, a to dla dziwnej miłości, którą oni k'tobie płoną
Stadko wołów na przynętę podegnać, a teraz do kwater. Znacznie mi ulżyło. Pan Michał dreptał przy niej nieco zmieszany. Dzikie serce - Już też się o to nie bój. Nazajutrz przysłał pan hetman dla Wołodyjowskiego bułanego dzianeta wielkiej wartości.Ketling z Wołodyjowskim obiecywali sobie, byle się okazja trafiła, znowu strzemię przy strzemieniu jeździć, przy jednym ogniu siadać, z głowami na jednej kulbace sypiać. Ale wszelka myśl podobna tak była daleka teraz od głowy pana Michała, że w pierwszej chwili zdumienie przemogło w nim nad oburzeniem. Tak rozmawiając przybyli na koniec do Ketlingowego dworku, który dworem się być okazał.
- Krzychna! moja ty kochana! - Mich... Jeśli zaś miarę w zawziętości przebierzecie, tedy nie będzie ani dla jednych, ani dla drugich zmiłowania i poganin posiędzie tę ziemię na wieki wieków! Struchlałem słuchając takowych zapowiedzi i długi czas słowa nie mogłem przemówić, dopiero rzuciwszy się na twarz pytałem: - Panie, co ja mam czynić, aby grzechy moje zmazać? Na to Pan rzekł: - Idź, powtarzaj słowa moje, głoś miłość! Po tej odpowiedzi sny moje znikły. Pan Nowowiejski zaś chwycił ją w tej samej chwili za ręce i począł je całować. Stadko wołów na przynętę podegnać, a teraz do kwater. Bogaty ojciec biedny ojciec Tobie nie przyjaciela potrzeba, ale przyjaciółki. Rozumował też sobie, że nie może oddać Wołodyjowskiemu większej przysługi nad zaswatanie mu swego hajduczka, i rozpływał się na myśl o tym stadle. Długi czas wiernie służyli Rzeczypospolitej, za chleb się jej wywdzięczając, ale już za czasów inkursji chłopskiej wielu ich do Chmielnickiego poszło, a teraz, słyszę, poczynają się z ordą obwąchiwać...
Znajdą się przecie między posłami, którzy mnie poprą. Gdy Rzeczpospolita bywała w potrzebie, gdy nieprzyjaciel ostrze do gardła jej przykładał, nie mógł król, nie mogli hetmani więcej jak lichą garść wojska przeciw niemu wyprowadzić; teraz zaś sami Radziwiłłowie przyciągnęli - wbrew prawu i postanowieniom - z armią kilkanaście tysięcy ludzi liczącą. Żadnej do tego nie miał przeszkody. Bo jakże różnił się Ketling od tych wszystkich szorstkich postaci żołnierskich! „Królewicz między swymi dworzany” - myślała Krzysia patrząc na tę szlachetną, arystokratyczną głowę i na te anielskie oczy, pełne jakowejś przyrodzonej melancholii, i nato czoło ocienione płowym, bujnym włosem. - Pan Charłamp przyjechał i czeka na pokojach - odrzekł pachoł. Talleyrand Basia pozostała na koźle; pan Zagłoba pragnąc się z nią rozmówić, wzywał ją, by się przesiadła na przednie siedzenie, ale i tego nie chciała uczynić, może ze strachu, by jej nie łajano; więc musiał wypytywać z daleka, a ona odpowiadała mu nie odwracając głowy. - Jakże mnie miało przyjść, gdy i takiemu Salomonowi jak waćpan nie przyszło? - A skąd waćpani wiesz? - Boś Ketlinga raił.
Z Doroszeńkowej bowiem hassy i pomocniczych czambułów odrywały się co chwila większe lub mniejsze zagony i podchodząc pod komendy polskie, roznosiły razem spustoszenie i pożogę w okolicy. Ale i te tłumy niezdolne były szczęśliwie nawą Rzeczypospolitej na ciche wody pokierować, bo głowy ich pogrążone były w mroku i ciemności, a serca przeważnie popsute. - Mogęż liczyć na instancję? Jam brat pana Michałowy! Jemu się krzywda stanie, gdy ten dom opustoszeje!... W jednego, owo, tak nieszczęście uderzy, jakobyś, figuraliter mówiąc, kamień w rzekę wrzucił. ks. Piotr Pawlukiewicz Jechało się z chutoru do chutoru, z wsi do wsi, z miasteczka do miasteczka. Szanuj pamięć onej słodkiej nieboszczki, Michale! Toś dla niej był dobry? a dla innych jesteś za tani? za stary? - Daj waćpan spokój! daj waćpan spokój! - odezwał się bolesnym głosem Wołodyjowski. - Uważałem to, jak mi Bóg miły! - przerwał rozpromieniony Ketling.
Bardzo ona wdzięcznie na ciebie patrzy. - Stłukłam sobie kolano, a Ketling w tobie na umór rozkochany! - zawołała zaraz w progu. Głowę jej przybierał kołpaczek z wierzchem z weneckiego aksamitu, piórkiem czaplim ozdobion, a żbiczym futrem naokół obszyty; spod kołpaczka wyglądała jasna, różowa twarz, prawie dziecinna, i dwoje oczu ciekawych a świecących jak węgielki. Stanisław Michalkiewicz Wyprostowawszy się poruszyła nozdrzami i rzekła: - Aha! śmiejecie się waćpaństwo z mojej konfuzji. - Halim mówił mi, iż tam między nimi mówią, jakoby i sam sułtan do Adrianopola miał zjechać. Obowiązek - mówisz? Niechże będzie! Kiep, kto się ogląda! Żeby dla kogo innego, nie dla Michała, nigdy bym tego nie uczynił! Tu zwrócił się do Charłampa: - Mości panie, proszę ze mną do stajen, konie opatrzym. I za to wszystko takież mi powitanie, taką mi nagrodę zgotowałaś?...
Dla niego nie masz nad zgodę; tylko patrzy, gdzie by kogo z kim pogodzić, a to na nic. „To jest wielka pani - myślał sobie - która duszę musi mieć wspaniałą! Za to ta druga istny pacholik!" Jakoż porównanie było trafne. Na proceder z Tatary już nie wyjdę, w Dzikich Polach wietrzył nie będę, bom też i nie gończy, natomiast w generalnym ataku trzymaj się przy mnie, jeśli potrafisz, a pięknych rzeczy się napatrzysz. W ogóle wieczór ten upłynął dla niej kłopotliwie, ale słodko. Niech mnie piorun trzaśnie, jeślibym tego nie zrobił! moi mości panowie! Dziwno mi to, że on, będąc Tuhaj-bejowym szczenięciem, do Krymu nie zbiegł. Na wysokim stepie poprzecinanym gęsto zdradliwymi rozpadlinami i jarami utworzył się z jeźdźców jakoby wąż olbrzymi: głowę jego stanowiła Basia, szyję grasanci, a dalszy ciąg cielska Mellechowicz z Lipkami i dragoni, na których czele pędził Wołodyjowski z ostrogami wbitymi w boki konia i przerażeniem w duszy. Po tych słowach rozeszli się zaraz wszyscy, bo niewiasty były bardzo zdrożone i czekały tylko na łóżek posłanie.